Jaka to się u nas zaczęło

Nie miałam planu bycia weganką. Tak wyszło, bez mojej zgody na początku. Bo przecież krótkiego epizodu bycia wegetarianką w wieku lat nastu, Nawet nie biore pod uwage. No może jednak trochę tak, bo gdzieś zawsze podświadomie myślałam a co by było gdyby. Ale zdrowy rozsądek (tak swego czasu myślałam) bo dzieci bo mąż, że to raczej nie ma żadnych szans, bo jak to bez mięsa. Mężczyzna bez ziemniaków i kotleta przecież jednak nie ma szans na przetrwanie, a dzieci bez gotowanej kiełbaski na śniadanie, czy nugetsów z kurczaka na obiad, a gdzie kanapki z szynką, no przecież to nie zgodne z naturą.
I wtedy nadszedł okres moich problemów z niedoczynnością tarczycy, jestem przekonana, że wiele osób słyszało o tej przypadłości, bo z jakichś dziwnych tajemniczych powodów ostatnimi czasy jest to bardzo popularne, taka nawet bym powiedziała choroba cywilizacyjna. Jak tak zaczęłam walczyć, próbować bez potrzeby brania hormonów, suplementować. Organizm mój sprawił mi małego psikusa, postanowił sobie tamtego dnia, że mięsa już jeść nie będziemy i tyle. Zwyczajnie mnie odrzuciło. Wtedy nie miałam jeszcze świadomości, że przy chorobach tarczycy występuje niedobór witaminy b12, który objawia się niechęcią do mięsa. Kiedy do tego doszłam i wszystko uregulowałam okazało się, że za mięsem to ja już nie tęsknie wcale tak więc po co do niego wracać i tak to już trwam w tym od półtora roku.
W tym czasie spożywałam mleko sery itd. Wydawało mi się, że z mleka do porannej kawy to ja nigdy w życiu nie zrezygnuję. Jednak podjęłam się wielu prób, bo jak wiemy na rynku jest wiele różnych rodzajów mleka roślinnego. Sojowe niestety przegrało po pierwszej próbie, później było kokosowe i owsiane, i nie były najgorsze, ale moim faworytem zostało mleko ryżowe. Okazało się, że mleko krowie już mi nie było do niczego potrzebne.
Te moje poczynania obserwowała z boku moja rodzina. Pierwszy choć bardzo nieśmiale próby podjął mąż i o dziwo po pierwszym razie dał się przekonać, gorzej było z dziećmi lat 5 i 11, po wielu próbach, nie wyobrażają sobie porannej owsianki na innym mleku niż roślinne. Przytoczę tu pewną sytuację która przeszłam ze starszą córka. Bardzo chciała wypić gorącą czekoladę w kawiarni, którą serwowali tam tylko na mleku krowim. Powiedziałam jej że jeżeli jej bardzo na tym zależy to pewnie. Niestety kiedy czekolada pojawiła się na stoliku i próbowała ją sączyć okazało się, że nie smakuje jej wcale, i że nie myślała, że tak będzię była wręcz przekonana, że będzie rozpływała się nad walorami smakowymi tego napoju. Jeśli jest tu ktoś kto zrezygnował z mleka krowiego na pewno to rozumie.
Tym sposobem jako żona i matka podjęłam wyzwanie przetransportowania nas na wegańską stronę mocy. I jeszcze wtedy nie miało to nic wspólnego z dobrem zwierząt i bycia dobrą dla wszyskich stworzeń na ziemi. Jednak to też chyba się trochę zmieniło teraz kiedy mam większą świadomośc tego co tak naprawdę dzieje się w przemyśle produkcji mięsa i produktów zwierzęcych.

Categories: life style