Cokolwiek by się nie działo

Nigdy nie trać wiary w to, że dasz radę. Każdy cel jaki sobie obierzesz jest możliwy do osiągnięcia. Wystarczy zaprogramować swoją głowę. Budząc się co rano powtarzaj sobie, że dziś jest kolejny dzień kiedy jesteś w stanie stawić czoła słabością, że właśnie dziś udowodnisz sobie, że jesteś silniejsza niż kiedykolwiek Ci się wydawało. Jeśli sama w siebie nie uwierzysz to możesz być pewna, że nikt inny tego nie zrobi.
Tak mnie dziś właśnie naszło, ta wiara w siebie bywa złudna, czasem nam się wydaje, że oczywiście wierzymy w siebie, ale kiedy pojawia się wyzwanie robimy krok do tyłu w nasza strefę komfortu zastanawiając się czy oby na pewno dam radę. Wiele osób na tym etapie rezygnuje, powody są różne, czasem stwierdzamy, że przecież już raz próbowałam i jakoś niewiele z tego wyszło, tylko właśnie w tym momencie powinniśmy się jeszcze raz zastanowić, bo minęło trochę czasu od ostatniej próby i może doświadczenie które zdobyliśmy w tym czasie sprawi, że sobie poradzimy. Doświadczenie to jak dodatkowe narzędzie do wykorzystania. Kolejnym powodem może być to, że otoczenie nie akceptuje naszych wyzwań a my po prostu je porzucamy, ale uwierzcie porzucanie wyzwań, marzeń tylko z tego powodu nigdy nie powinno mieć miejsca, bo późniejszy żal, że się nie spróbowało po prostu potrafi sprawić ból. Rezygnacja nie jest równoznaczna z poddaniem się, dobrze jak tylko przesuwa się w czasie, czas i tak upłynie a my wrócimy w to samo miejsce wcześniej czy później, bo jeśli coś jest dla nas ważne i chcemy tego to ten jeden krok w przód nam pomoże, musimy pamiętać o tym by iść do przodu, bo to co za nami to już było po co tam wracać, pisanie nowych rozdziałów w życiu to zdecydowanie fajniejsza zabawa aniżeli wracanie do tych już zapisanych.

Categories: life style

Ruszyła maszyna

Po szynach ospale….. Jednak w przypadku zaburzonego kompletnie metabolizmu cieszę się jak dziecko,że w ogóle idzie, bo od kiedy zebrałam się w sobie to już jest 6.5 kg na minus. Tym razem nie chcę szybko, nigdzie mi się nie spieszy, bo z doświadczenia już wiem, że pośpiech nie jest wskazany, bo potem są tylko problemy. Ileż to reklam możemy oglądać obiecujących nam zrzucenie 10-20 kg w dwa trzy tygodnie, tak się nie da, tzn. może i da się szybko, ale zawsze poniesiemy tego konsekwencje. Pewnie już niedługo podejmę się tego i napiszę Wam jaką możemy wyrządzić sobie krzywdę.
Ja na razie konsekwentnie dążę do celu i jestem z siebie mega dumna, bo trwam, bo się nie poddaję, bo choć mój mały prywatny diabełek podpowiada mi, że przecież się nic nie stanie jak skosztuje np. kawałka czekolady, to ja mu się prosto śmieję w twarz i robię swoje.
Jest taka jedna i najważniejsza prawda o odchudzaniu, że dopóki nie jesteś psychicznie na to gotowy, to nie ma szans, nie ma co się oszukiwać, że coś uda nam się zdziałać. Jednak kiedy trybiki zaskoczą, i z uśmiechem na twarzy powiemy sobie, że to właśnie dziś, to przeniesiemy góry, pokonamy wszystkie przeszkody i oprzemy się wszystkim pokusom.
pozdrawiam Was bardzo serdecznie

Categories: Uncategorised

Dwa tygodnie

Minęły dwa tygodnie od mojego ostatniego wpisu, zdecydowanie za długo i mam ambitny plan żeby wpisy na blogu pojawiały się minimum dwa razy w tygodniu. Tak bym miała okazję na bieżąco zdawać Wam relację z tego co dzieje się u mnie i jak sobie daję radę ze wszystkimi postanowieniami.
Po 14 dniach jestem w stanie stwierdzić, że spadek wagi jest i widać go po ubraniach w szczególności, ale tak jak pisałam wcześniej spadek wagi to nie jest najważniejsza kwestia, najważniejsze jest zdrowie, i tu mogę z całą pewnością stwierdzić, że kieruję się we właściwa stronę. Niejedzenie mięsa ma swoje bardzo dobre strony, ale niejedzenie słodyczy a tym bardziej czegokolwiek przetworzonego sprawiło, że moja skóra twarzy zaczyna wracać do stanu jaki lubię, bez śladów egzemy, która sprawiła, że było już naprawdę słabo, szczególnie, że zaatakowała tylko połowę twarzy, obłęd normalnie.
Jem racjonalnie, 4 posiłki dziennie, do tego dużo wody. Na śniadanie z reguły owsianka na mleku roślinnym, masłem orzechowym i jakimś owocem, potem na lunch piję owocowe smoothie do którego czasem zagryzam batonik owsiany, który wcześniej sama przygotuje, obiady oczywiście są treściwsze, dużo warzyw, do tego ryż, bądź jakiś makaron. Kolacja to z reguły sałatka. I tak zamykam dzień. Jak do tej pory nic mi się nie znudziło, a wymyślanie potraw bezmięsnych staje się dobrą zabawą, w którą daje się wciągnąć reszta rodziny.
Jak to wygląda u Was, czy zmiany jedzeniowe przejmuje reszta rodziny czy raczej to idzie opornie?
Pozdrawiam Was bardzo ciepło i do następnego

Categories: Uncategorised